Twój koszyk jest pusty ...
1 » 2 » Opowiadanie Kojota3

Opowiadanie Kojota

Data dodania: 28-11-2018 Wyświetleń: 23

KOSMOS? Autorem Noweli SF jest Jacek "KOJOT" Kolankiewicz

Dziennik pokładowy godzina 3338

Dziwny podpis postawił dowódca plutonu japoński naukowiec do spraw pozaziemskich
Jakosuzu. Na dokumencie wyrażajšcym zgodę na mój pierwszy lot. W pierwszym locie statkiem załogowym OZG-9 wybraliœmy planetę Kar. Skrót OZG-9 oznaczał organizację zjednoczonych galaktyk. Leciałem w ten czas na Kar planetę niezamieszkałš przez żadne istoty. Jako pilot pokładowy miałem dostęp do wszystkiego. Upoważniał mnie do tego jak by nie patrzył właœnie ten dziwny podpis. Lecz cóż z tego, jeœli i tak nie zawsze umiałem ze wszystkiego korzystać w przeciwieństwie do mojego zastępcy Konrada. Który przelatane miał cztery lata i przez przypadek tego dnia właœnie natknšł się na ów planetę zauważajšc to coœ? Biała plama przesuwajšca się na "niezamieszkanej planecie" to coœ w sam raz do zbadania i zarejestrowania.

Dziennik pokładowy godzina 3339

Wylšdowaliœmy nawet w dogodnym miejscu a załoga czyniła staranne przygotowania do zbadania tego czegoœ. Ja sobie spacerowałem po moim statku, ale dopiero wtedy, gdy zahaczyłem o laboratorium, w którym było pełno krzštaniny padło takie zdanie, od którego aż mi się mokro zrobiło. "A kto pójdzie na zwiad ? " Tego spojrzenia załogi tych oczu nigdy nie zapomnę. Mówišce o tchórzostwie wstydzie bezsilnoœci, ale nie ich tylko mojej. Musiałem wyjœć z twarzš w końcu, co by o mnie pomyœleli dowódca statku pierwszy lot i pilot, który jest jednš wielkš kluchš. Mięczakiem.

Dziennik pokładowy godzina 3340

Bażem się, lecz po pewnym czasie przyzwyczaiżem się i nawet spodoba?o mi się to, że szukam czego?, czego nie widziażem nigdy w ?yciu. Moj? uwag? przykuwa?y kopulaste pomieszczenia igloo w kosmosie kupa ?miechu. Ale robi?o się troch? nieprzyjemnie, poniewa? coraz bardziej pow?tpieważem w prawdomówno?? księżek planeta niezamieszkana takie bzdety to nie dla mnie. Co? ?azi po tym pustkowiu a ja nawet nie wiem czy to przypadkiem mnie nie obserwuje. A może to co? chce mnie ze?re? może lepiej był mi?czakiem. W tym momencie moje my?li przerwa? przera?liwy ?wist to Konrad zauwa?aj?c to co? cichutko zagwizda? w nadajnik, aby mnie zawo?a? do siebie. Troch? było to dziwne, ale có? w ko?cu s?uchawki były na uszach. Kiedy zbli?yli?my się troch? bliżej zrobi?o na nas wrażenie czterdzie?ci jeden centymetrów ciemna cera i cisza? Pomy?lażem sobie wtedy czy?by i ich zamurowa?o, ale nie to było najdziwniejsze tylko to, że morfing był dla nich czym? normalnym. Dwa razy ja i dwa razy Konrad to co? bardzo niebezpiecznego dla reszty za?ogi w ko?cu, je?li się to co? dostanie do statku to, kto jest co... albo, kim?

Autorem opowiadań?...KOSMOS...? oraz ?WIĘZIEŃ? jest jacekolankiewicz "KOJOT"
Rozpowszechnienie, powielanie, prezentacje publiczne twórczoœci bez zgody autora jest zabronione
Ustawa o ochronie praw autorskich

"WIEZIEN"

Pieprzone meteoryty. Klšłem raz po raz.
Patrzšc z pokoiku go?cinnego na ten wstr?tny deszcz. My?lażem, któr? to godzin? z rz?du za?amywa?a za?og? cisza. Przerywana odg?osem deszczu pukaj?cym w blach? statku. Pieprzony deszcz. Okienko, przez które patrzyżem przypomina?o te na statkach. Okr?gże bez wi?kszych cacek dwa napisy na metalowej blaszce dawa?y do zrozumienia, że nie można było go w ?aden sposób otworzy?. Która to może był godzina? Co raz patrzyżem na ?cian?, na której wisia?y zegary Nowy Jork Hongkong Moskwa a jednak brakowa?o mi tych oble?nych wskazówek, które kr?ci?y się dooko?a? Wsz?dzie kwarce i tylko pik pik od czasu do czasu wskazywa? równ? godzin? to tu to tam. Z nudów liczyżem gwiazdy i cho? w tym kwadracie nie było ich zbyt wiele zawsze to co? do wype?nienia dziury, jak? była nuda. A na sali w ?miertelnej nudzie nawet tych dwoje, co się wczoraj po?ar?o gra teraz w szachy. W?a?nie jeden z nich przekr?ci? plansz? do góry nogami nawet sprytnie to sobie wymy?lili zrobi? u?ytek z grawitacji podwójne szachy. To mi się nawet podoba?o. Ale có? był to jeszcze jeden znak na to, że niektórzy z nas zaraz zaczn? biega? albo dostawa? ?wira ile można czeka?. Znów zerkn?żem przez te pieprzone malutkie okienko. Pieprzone okienko pieprzony deszcz pieprzone szachy pieprzony pokoik. Kurwa co ja pieprz? zrobiżem energiczny krok w ty? nawet nikt nie zwróci? na to uwagi, że przy wychodzeniu z pokoiku zawadziżem o por?cz g?ow? robi?c przy tym jeszcze jeden t?py huk. Musiażem z kim? pogada?. Skieroważem swoje kroki do szefa
- Puk puk
- Yyyyy.....
- To ja szefie
- Wlaaaaz
Ostro?nie wchodziżem do kwadratowego pomieszczenia z oknem metr na metr za plecami mojego prze?o?onego.
-, Czego - odezwa? się szefuniu
- A nie ja tylko... Pogada?
- Noooo.... Jesteż dwudziesty trzeci i pó?
- Jak to pó? - zapytażem się usilnie staraj?c się sobie to wyobrazi?.
Szef tylko się spojrza? i rzucaj?c spowolnionym ruchem lotk? do okr?gżej tarczy wzruszy? lekko ramionami i sm?tnie powiedzia? - No pó?, wiesz jak wygl?da pó?
- Tak szefie
- Nie mów do mnie szefie, bo mnie zaraz szczy?ci
- No to niby jak mam mówi?
- Hej Boss
I roze?miawszy się jak jaki? palant spojrzażem na niego z min? dziecka. Musiażem wygl?da? jak ostatni idiota, bo on tylko flegmatycznym g?osem doniós? mi - Siadaj i mi dupy nie zawracaj chcesz jab?ko. Rzygażem już tymi jab?kami có? nie ma się, czemu dziwi?, jeżeli to było jedyne syntetyczne ?arcie z zapachem niby to przypominaj?cym jab?ka. I zanim cokolwiek odpowiedziażem on doko?czy? za mnie.
- Wiesz, co Jackowski najch?tniej to bym zjad? pieczonego kurczaka albo kukurydz? albo...
Nawet nie zauwa?yżem, że przy tym swoim romantyzmie lub, jak kto woli powrocie do normalno?ci przez marzenia, gdy nagle zrobi?o się w jego pokoiku troch? ciasno. Przez uchylone drzwi, które w jaki? nie wyt?umaczalny sposób się nie zamkn??y musia?y się przedosta? g?o?ne marzenia szefa tu? do pokoiku obok gdzie po?owa za?ogi gra?a w szachy a ta druga po?owa jeszcze bardziej się nudz?ca patrzy?a przez okno d?ubi?c w nosie. Najprawdopodobniej zan?ci?o to ich do przyj?cia tutaj do lewituj?cego w marzeniach szefa i tak samo jak on oddaniu się medytacjom o ?arciu na tysięce sposobów. Musz? przyzna? doprawdy sam nie wiem sk?d się ich tu tylu zmie?ci?o Jedno było pewne. Przytakiwania za?ogi w takt marze? skraca?o czas oczekiwania na nich tym bardziej, że do rzeczy mówili i szef, chocia? mia? zamkni?te oczy przytakiwa?, co niektórym w przepisach. Rozmarzona za?oga. Poczużem się jako? bardziej swojsko. I nawet chyba zg?odniażem. Wyj?wszy z kieszeni cholern? pastylk? prze?ykażem w nadziei, że poczuj? zapach siana ?liwek albo czegokolwiek. Jednakże zamiast tego tak mi się wstr?tnie odbi?o a zapach, który się wydobył z mojego ?o??dka uwierzcie mi jak Boga kocham nie przypomina? lasu ani ?liwek no chyba, że tych zepsutych. Za?oga marzy?a dalej - albo z pieczarkami i.... Oni naprawd? byli u siebie. Ich miny i rozdziawione pyski t?umaczyli ich dzikie zachowanie. Nagle do pokoiku wbieg? pierwszy oficer, że też teraz musia?, kiedy chyba co? poczużem z tego ?ar?a.
- Szefie s?
Wszyscy jak piorunem zerwali się ze swoich miejsc i w try migi zasiedli tam gdzie powinni byli siedzie? przez ten ca?y czas. Szef wsta? poprawi? się i odezwa? się jak to ma w zwyczaju szef.
- Jackowski do roboty przygotowa? mi tu raport z tego, co że?cie robili.
- Tak jest - odmaszeroważem my?l?c jak tu napisa? raport o trzydziesto godzinnej nudzie, z czego dwie ostatnie godziny to przepisy kulinarne.
A w pokoiku u szefa...
- No to ten tego... no to niby, że s? tak...
- Tak jest - powiedzia? stanowczo oficer
-, Zatem prowad?

***

- Cze?? Henry jak leci
- W porz?dku a u ciebie stary
- Wiesz jak to mówi? raz do przodu raz do ty?u. -Dzi?kuj? Spajk- możesz odej??... Aaaa... Przy okazji daj tu Jackowskiego z raportem
- Tak jest
- No to, co masz w ko?cu zgod? na te baraki
- Wiesz stary to nie jest takie proste oni wci?? nalegaj? na zwolnienie tych z kopu?y.
- No w mord? wiedziażem czużem to a poza tym niczego wi?cej nie chcieli
- Nie?..Niee
- To jak... Trzeba b?dzie ich...
- Zg?upiaże? do reszty, co odwala ci poczekajmy jeszcze dwadzie?cia cztery na pewno zmi?kn?
- No chyba żebyłmy my pierwsi...
- S?uchaj Henry a gdybyłmy nie nie to g?upie
- Stary wal ?mia?o
- No gdybyłmy zwolnili tylko po?ow?
- Melduje się Jacko...
- Ty... Ty chyba naprawd? dostaże? korby
- Tak jest
- Nie tak jest tylko się wyluzuj skoro mamy jeszcze tyle czasu sp?dzi? razem to może był się przyzwyczai? i po ludzku się odzywa?
- się robi szefie
- No Jackowski daleko zajdziesz
- Taaak Henry trzeba b?dzie jako? do nich odej??
- Szefie kawa
- Dzi?ki Jackowski - we? tu postaw
Po?o?yżem kaw? na p?askim blacie, który ?miesznie się unosię w swoim polu grawitacyjnym. Ten ca?y Henry był w porz?dku zawsze przy k?opotach wpada? i pomaga?. A w dodatku... nie to jest istotne. Tym razem było inaczej. Henry był zmartwiony a to oznacza?o jedno du???y problem... bardzo du?y problem.
- Jackowski - odezwa? się lekkim, lecz dono?nym g?osem Henry
- Taaak
- długo tu jesteż
- Nooo
- To s?uchaj, bo chocia? wyda ci się to wytartym frazesem to naprawd? nie lubi? się powtarza?. Potrzebujemy kogo?, kto odstawi tych...
-, że niby ja, że co ja z tymi barbarzy?cami
- Zamknij się i wys?uchaj
-, Ale
- Zamknij się Jackowski - wtr?ci? szef
- I pan też się uwzi??
- Nie tylko widzisz potrzebujemy tych baraków a oni musz? stan?? przed s?dem
- Wilk syty i owca ca?a ?apie szefie
- ?apiesz to spoko odezwa? się szef i popi? kawki, która zd??y?a już dawno ostygn??
-, Ale czy to oznacza, że inaczej nie można - zapytażem
- Tak - jak na trzy cztery odezwali się szef i Henry.

***
- Przesta? sm?ci?
Bardzo d?ugim korytarzem o milionach kabli rur i paj?ków swoj? drog?, kiedy się zastanowi? to musia? tu był niez?y bajzel skoro mamy paj?ki brakuje tylko szczurów i no tych jak im tam aaa karaluchów
- Spajk pami?tasz tam na ziemi ile ich było stada plejady masy
- Ty
- Ilo?ci szarych brunatnych ech...
- Ej s?yszysz
- Ob?lizg?ych ?mierdz?cych karaluchów, co co mówiże?
- Przesta? dobrze
- Ty no, co jest nie można już sobie pogada?
- Nie nie o to chodzi
- A o co m?ody cz?owieku starcze za dużo mam czasu za dużo i kiedy nagle odnajd? przyjemno?? w wszechnudzie ty się odzywasz ze swoim "ty" "przesta?"
- Nie o to chodzi przepraszam
- To ja przepraszam za długo tu jesteżmy - odezważem się nie?mia?o - Spajk wiesz
- Tak
- Dobrze, że s? jeszcze ci no wiesz
- A mówisz o kapsu?ach czy jak ich tam zwa?
- No, pami?tasz jak się tam do nich sz?o teraz w lewo
- Chyba czy to wa?ne im d?użej idziemy tym oni d?użej ?yj?
- ?al mi ich troch? a tobie
- Sam nie wiem
- Nie wydaje ci się, że powinni tu był stra?nicy
- Tak racja
- Spajk wracajmy tu mi cos ?mierdzi

***

- długo ich nie ma Henry
- Racja powinni był na kontrolce jedena?cie minut temu chyba, że...
- To wykluczone - s?owa szefa troch? zadr?a?y - Ka?dy z nich ma immobilajser na kontrolce. Gdyby naszych za?atwili sami by zgin?li tylko Spajk i Jackowski maj? kody
- Fakt - powiedzia? Henry - Chyba, że im przechwycili
zarz?dzi? alarm chc? tego, wi?c dostan? - powiedzieli zgodnie

Autorem opowiadań?...KOSMOS...? oraz ?WIĘZIEŃ? jest jacek kolankiewicz "KOJOT"
Rozpowszechnienie, powielanie, prezentacje publiczne twórczoœci bez zgody autora jest zabronione
Ustawa o ochronie praw autorskich

 


Przejdź do strony głównej

Cennik

Pobierz Ofertę. HTMLPobierz Ofertę. XLS

Kontakt

Oprogramowanie sklepu shopGold.pl